Posty

Podsumowanie 2018

Grafika
Chciałbym nadmienić, iż zacząłem pisać 25.12. Pierwszy raz przed końcem miesiąca (w tym przypadku roku). Nie ma sensu przy każdym poście pisać, że ten okres czasu był ciężki, więc teraz powiem, że był zaawansowany. Możliwe, że to z wiekiem coraz więcej się u mnie w życiu dzieje, możliwe, że zmiana stylu życia również się do tego przyczyniła. Wiem tylko tyle, że mogę być zadowolony. Fot. Mateusz Kubacki Zmiana sprzętu Może się to wydawać błahe, jak na wydarzenie ważne w roku, jednak dla zapaleńca wskoczenie na wyższy poziom sprzętu jest nieporównywalnie lepsze, niż nowe zabawki. To świadomość otwierania kolejnych drzwi. 2 lata odkładania, roznoszenia ulotek, sprzedawania w internecie i mogłem w końcu kupić nowe body. Bez zastanowienia miała to być pełna klatka Nikona. Pozostało wybrać model, który mój portfel udźwignie. D610 był kompromisem między ceną, a osiągami. Przejście z Nikona D80, który był niewiele młodszy ode mnie (2006 rok) na lustrzankę z większą matrycą i o 8 lat

Listopad. Ciężko, ale produktywnie.

Grafika
      To chyba tyle jeśli chodzi o moją systematyczność. Sensowne wytłumaczenie? Brak. Chyba tylko tyle, że myślałem o tym, ale wolałem się poświęcić innym projektom. A tych akurat było wyjątkowo dużo. Myślę, że nie skłamię, jak powiem, że listopad był najbardziej intensywnym miesiącem w tym roku oraz najbardziej intensywnym artystycznie w moim życiu. To, ile się wydarzyło powinienem rozbić na kilka postów. Jak wyjdzie - zobaczymy. Fot. Mateusz Kubacki      Idąc od początku. W ostatnich dniach października odbył się kolejny, niesamowity plener. Prywatny, organizowany w naszej grupie. Klimat był ciężki, prawie wszyscy chorzy, zamiast dźwięków migawek tylko kichnięcia i kaszlnięcia. Mimo to, każdy z nas, chociaż musiał zbierać siły trochę dłużej niż zazwyczaj w końcu brał się do roboty i coś z tego wychodziło. Pojechaliśmy po obchodach Dniach Edukacji Narodowej w szkole, więc wszyscy na galowo i dodatkowe parę niepotrzebnych pierdół w walizce. Pogoda zła nie była, ale do

Podsumowanie - Sierpień i część września 2018

Grafika
Założenie bloga zawsze wydaje się banalnie proste. Trzeba wybrać nazwę, wygląd, a później wystarczy tylko pisać. Tylko. Pisać. Oczywiście nie mam zamiaru w drugim poście mówić, że się przeliczyłem, a zaprosić na podsumowanie pierwszego miesiąca działania bloga. To był zdecydowanie intensywny miesiąc. Wszystkim się wydaje, że po powrocie z wakacji każdy jest wypoczęty. I zawsze tylko zdziwienie, dlaczego jesteśmy jeszcze bardziej zmęczeni. Tutaj odpowiedź też nie jest skomplikowana. Każdy, (a przynajmniej większość), chce wykorzystać ten czas jak najlepiej i jak najwięcej. Nie rozumiem jak ludzie w wakacje mogą się nudzić, kiedy mi nie starcza doby na zrobienie chociażby 3 najważniejszych punktów z mojej listy zadań. Tutaj płynnie przechodzimy do pierwszego tematu. Lista zadań Potrzebowałem dużo czasu, żeby do tego dojrzeć, ale kiedy zacząłem się umawiać lub brać na siebie rozmaite projekty, a później gubić się w nich postanowiłem, że już dziś (powiedziane 10 sierpnia) będz

Na przywitanie. I Plener SNF - 30.07-05.08

Grafika
Mój blog. Nie będzie dojrzały, ani przepełniony naukową nomenklaturą. Nie ma mi przynieść sławy i pieniędzy. Ten blog ma być oprócz dzielenia się kawałkiem życia z kimś, kogo to interesuje, niejako moim narzędziem dyscypliny. Podsumowaniem pracy z miesiąca, może tygodnia. Potrzeba mi coraz częściej motywacji, a taki publiczny rachunek sumienia może być dobrą opcją. Tyle słowem wstępu. Nie lubię postów powitalnych. 30 lipca wyjechałem razem z moją klasowo-fotograficzną ekipą pod dumną nazwą SNF (:P) na plener* w dolnośląskie pagórki. Oprócz samego wyjazdu postanowiliśmy z kumplem rzucić sobie wyzwanie. Do pobliskiego miasta pociągiem z Wrocławia, a później rower. Brzmi banalnie i łatwo. Też tak myśleliśmy. Raptem 15 kilometrów, przecież w mieście można przejechać to w 30-40 minut. Nasz zawód był niesamowity, kiedy zobaczyliśmy nachylenie drogi. Odcinek, który planowaliśmy przejechać w 40 minut jechaliśmy grubo ponad godzinę, robiąc przerwy co kilometr przez ostatnie 5 kilometrów